Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

Anna Kazuba: Świadomy konsument

Data dodania: 2015-05-06 13:36

Świadomy konsument, na szczęście jest ich coraz więcej, ma dzisiaj już coraz szerszy dostęp do żywności ekologicznej, pochodzącej z rolnictwa ekologicznego i  wytwarzanej przez zakłady wytwórcze posiadające certyfikaty. Kontrola tej produkcji jest na tyle duża, że gwarantuje konsumentowi, że to, co jest opisane na etykiecie, faktycznie jest wewnątrz. Oczywiście produkty mają krótszy termin przydatności. Zdarza się jeszcze niestety, że krótki termin „odstrasza” klienta.
Problem polega na tym, że klient nie ma  świadomości, że termin przydatności jest krótki, ponieważ kupowany produkt jest dobrej jakości. Problem jeszcze w tym, że większość klientów, mimo skromnych zasobów pieniężnych, kupuje w sklepach zbyt duże ilości żywności, która według ich oczekiwań powinna dłużej przetrwać /!/ w lodówce. Niestety i tak jest marnowana i wyrzucana.
Kupując w markecie wędzonkę, która zawiera zaledwie 70% mięsa, a reszta to prawie 30 różnych substancji dodatkowych, w tym: stabilizatory, substancje wzmacniające smak i konserwanty – musimy mieć świadomość, że nie jest to produkt ani zdrowy, ani ekologiczny. Ale czy można dzielić żywność na „zdrową” i  „chorą”? Nie ma takiego pojęcia.!
Kilkadziesiąt lat temu, gdyby podano informację o tym, że w produktach żywnościowych znajdują się jakieś dodatki, to mimo tego, że w Polsce było trudno o żywność – konsument by „uciekał” od takiego produktu. Bałby się!
Dzisiaj niestety producenci przygotowują „zafałszowane” produkty, a konsumenci je akceptują. Dają się zwieść niskiej cenie i reklamie. Nie zawsze też zdają sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości  nabywają produkt nie taki, o jaki im chodziło.
Konsumenci popełniają zasadniczy błąd – chcą mieć produkty o jak najdłuższej przydatności do spożycia, skazując się tym samym na chemię  /np. mleko w kartonie/. Nie da się w sposób naturalny uzyskać długiego terminu przydatności do spożycia /kilka miesięcy/.

Po cichu, tylnymi drzwiami urzędnicy z Brukseli pozwalają coraz bardziej truć /!/ludzi. Z jednej strony argumentują, że wędzonki z małych zakładów są rakotwórcze, a z drugiej pozwalają producentom stosować w wędlinach jeszcze więcej szkodliwej chemii. Właśnie – na prośbę koncernów – aż o 50 % zwiększyli dopuszczalną zawartość azotynów! Wyższa norma dla azotynów, wyższa norma dla wielu innych szkodliwych konserwantów.
Zdrowie, a nawet życie ludzi dla urzędników się nie liczą, ważne są tylko zyski koncernów. Bo chodzi oczywiście o to, aby wędliny miały termin do spożycia jeszcze dłuższy! Ale nie znaczy to, że dłużej będą dobre do jedzenia. Znaczy tylko, że dłużej będą dobrze wyglądać i pachnieć! Liczy się to, że koncerny będą mogły je dłużej sprzedawać. Konserwanty powodują powstawanie nowotworów a także niedotlenienie i obumieranie tkanek. To po prostu zabójcze trucizny! Trzeba je dodawać? Nie! Dodaje się tylko wtedy, jeśli dla kogoś najważniejszy jest zysk.
Do tej pory uważano polskie produkty na tle europejskich za te bardzo zdrowe. Niestety, nasz kraj ani razu, w przeciwieństwie np. do Francji, nie wystąpił do Komisji Europejskiej o zakazanie stosowania jakiegoś „E-dodatku” do żywności.
 Wprowadzanie do organizmu ludzkiego sztucznych związków chemicznych, z którymi gatunek ludzki w swojej historii zupełnie się nie spotykał, nie może nie być szkodliwe dla zdrowia i życia ludzi.

Okazałe i pachnące cytrusy wyeksponowane na sklepowych półkach wyglądają jakby przed chwilą zostały zerwane. A przecież były zrywane jako zupełnie zielone owoce po to, aby w tej niedojrzałej postaci lepiej przetrwały daleki transport. Dojrzewają w specjalnych dojrzewalniach, kompletnie bez słońca, za to w otoczeniu sztucznego gazu. Wiemy, że wszelkie owoce tropikalne mają właściwości chłodzące. Po co więc chłodzić nasze organizmy w czasie zimy? Lepiej może zjeść kilkanaście rodzynek? Ale i tu czeka na nas pułapka. Większość z nich jest konserwowana związkami siarki i  zanurzana w  mieszaninach z dodatkiem kwasu siarkowego i suszona w wysokiej temperaturze w sztucznych warunkach. Suszone na słońcu i nie konserwowane można kupić tylko w sklepach ze zdrową żywnością.
Często używamy do domowych wypieków smaku waniliowego. Na ogół aromat ten wcale nie pochodzi z wanilii, lecz ze sztucznej substancji chemicznej o nazwie wanilina /używanej do środków wszobójczych/. Naturalna wanilia /bardzo droga/ pochodzi z rośliny – wanilii, odmiany rodziny orchidei.

Jak widać, czyha na nas sporo pułapek zdrowotnych. Wiadomo bowiem, że nie tylko sposób odżywiania, ale także jakość spożywanych produktów ma bezpośredni i decydujący wpływ na nasze zdrowie fizyczne a także  psychiczne.

Życzę  skutecznych poszukiwań właściwej drogi do zdrowia

                                                  Anna Kazuba – członkini szczecińskiego Forum Kobiet

Komentarze